A gdy mnie ponosi wyobraźnia…..

Bycie mamą zmobilizowało mnie do szukania alternatywnych pomysłów na spędzanie czasu – kolejnych lat życia. Nie po drodze mi ze stabilnym i poukładanym życiem, wcale się sobie nie dziwię, życie nawet w małym mieście przez tak długi czas jak na mnie, dobiło mnie i przygniotło swoją parszywością, monotonią, spalinami, ilością ludzi. Szukam więc czegoś co będzie zarazem podróżą jak i tak zwanym bezpieczeństwem. Siedzę i myślę, myślę i myślę. A że normalne życie wcale mi nie wychodzi, co zauważyłam w przeciągu minionego roku, wpadam co chwile na głupkowate pomysły spędzenia reszty życia u boku mego następcy z krwi i kości. Póki co to tylko senne marzenia, ale wiem, że się spełnią, bo tak już mam. Nie wiem skąd mi się wzięło, że mam takie fiu bździu w głowie, ale w moim przekonaniu to nie jest wcale takie głupie ale właśnie całkiem mądre ;D

Nie będę tutaj pisała jak podróżować z małym dzieciątkiem bo w ogóle mi nie o to chodzi, albo, nie będę dawała żadnych porad, bo jednych to zirytuje drugich zaciekawi a następni będą mieli to w nosie. Mogę tylko powiedzieć, że nic nie zastąpi czasu spędzonego razem, wspólnych zabaw, nauki, śmiechu i tańca wśród gwiazd. To takie 200% dane ode mnie dla niego, akurat w taki sposób jak za chwilę opiszę.

Stworzę więc listę tych pomysłów które tak bardzo mi się zakorzeniają w głowie, że niedługo oszaleję jeśli którychś z nich nie zrobię. A one są na prawdę bardzo realistyczne i nie wcale takie niebezpieczne i szalone.

  1. workaway.info  Ten portal znam już długo i wiele razy miałam z niego skorzystać, ale nic takiego się nie przytrafiło, bo żyłam , jak to się mówi, teraźniejszością. A jest to chyba najfajniejszy sposób spędzania czasu jaki do tej pory odnalazłam. Nie dość że pracuje i mieszkam gdzieś, gdzie tylko mi się zamarzy, to jeszcze nic za to nie płacę, natomiast odwdzięczam się szeroko pojętymi zadaniami mi powierzonymi. Po prostu czysty wolontariat za wikt i opierunek. Ja preferuję wolontariat wśród natury, roślin, zwierząt, gór, rzek, jezior itp. Itd. Ale są też takie wolontariaty w miastach, hotelach, barach, przy prowadzeniu hostelu. Nie ma nic lepszego dla małego człowieka niż obcowanie z naturą a jednocześnie nauki życia. Co najciekawsze mieszkasz z jakąś rodziną w ich domu, bądź udostępnionym miejscu. Spędzasz z nimi czas, wgłębiasz się w ich kulturę, uczysz się języków, zdobywasz doświadczenie i uczysz się nowych rzeczy. Dla mnie bomba !
  2. wwoof.net To tak samo jak poprzedni portal krąży za mną jak mucha i nie chce się odczepić. Założenie jest bardzo podobne, jednak w większość przypadków jest to wolontariat na farmach ekologicznych. To chyba super, że istnieją jeszcze takie miejsca gdzie można samemu coś zasiać, podlać i zrobić to ekologicznie. Rąk do pomocy nigdy za wiele, to i my z chęcią pomożemy. Jednocześnie nauczymy się ekologicznej uprawy roślin i wypasania zwierząt, gdzieś na końcu świata, a co 😀
  3. trustedhousesitters.com czyli opiekowanie się domem, zwierzętami, kwiatami podczas nieobecności, wyjeździe na wakacje właścicieli domu. Kiedyś obiło mi się to o uszy, ale nie sądziłam, że jest aż tyle ludzi którzy z tego korzystają. Opiekujemy się domem i jego zawartością zupełnie za darmo przez czas określony przez właścicieli. Możemy mieszkać nawet w super wypasionej willi z basenem, to zależy na czym nam zależy oczywiście. Można przebierać w ofertach, bo jest ich multum. A jednocześnie można jeździć od domu do domu , zwiedzając świat 😉
  4. aupairworld.com Skoro jestem matką to mam doświadczenie w pilnowaniu dzieci, a czasem rodziny się zgadzają na matkę z dzieckiem do opieki, wystarczy popytać 😉 wiele korzyści może z takiego stanu rzeczy wyniknąć, i dla mnie i dla dzieci 😀
  5. Poza tym już nie wiem ile lat ja mam w głowie podróż na rowerze, ciągle tego marzenia nie zrealizowałam. Istnieje taka strona warmshowers.org gdzie inni aktywni lub nie, rowerzyści użyczają miejsca u siebie w domu, coś na zasadzie CS ale ta zawęża się do społeczności rowerzystów. Strasznie mocno mi się to marzy, z tego względu że to właśnie na rowerze się wszystko zaczęło. Więc myślę ,że nie ma co czekać, załatwiać sobie przyczepkę , sadzać tam małego i ruszać w drogę. Poza tym noce spędzane w naturze, na powietrzu, w namiocie też są super.
  6. Nie mogę pominąć też życia w vanie, bo przecież to tez jest częścią mojego planu. Nieśpieszne życie w drodze. Dom na kółkach, a w razie potrzeby można osiąść gdzieś rozbić obozowisko i ruszać kiedy tylko się zachce. A nawet podreperować budżet procując gdzieś przez chwilę i ruszać dalej w drogę. Dla mnie idealnie. Jedyny minus to ubezpieczenie, paliwo, no i naprawy , ale i z tym da się przeżyć. Taka stronka z ładnymi zdjęciami van-life.net. A my póki co robimy to terenówką, ale nie daleko już nam żeby posiąść vana i go przystosować do życia.
  7. A na końcu jak już o tym wszystkim rozmyślam w głowie pojawia mi się domek z drewna, mały, albo cokolwiek przerobione na chatkę, blaszak, barak, a nawet jakiś złomiasty bus pozbawiony kół, stacjonarny, ocieplony, przystosowany do mieszkania. W środku piec typu „koza” i reszta niezbędnych rzeczy do mieszkania, wokół las, góry, zwierzęta. No i ogródek z warzywami na zewnątrz. Living Big In A Tiny House, kanał na YT który pokazuje, że minimalizm jest spoko. No bo tak na prawdę dużo do życia nie jest potrzebne. Im więcej się posiada tym komfort się poszerza i nagle się okazuje, że ciągle czegoś brak i jest za mało. Wolę więc być biedakiem i mieć mało ale cieszyć się z drobiazgów:)

 

Tak to już jest jak się ma za dużo czasu wolnego. Za każdym razem odpływam gdzieś w nieznane, a potem wychodzą z tego takie pomysły. Dobrze że jestem jeszcze młoda to zdążę to wszystko zrealizować, a pewnie i tak za jakiś czas znowu gdzieś mnie wyobraźnia poniesie i się okaże, że nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Tym akcentem kończę wywód. Ahoj !

Categories: Myśli | Dodaj komentarz

Daleko daleko niedaleko

Lubimy tak sobie gdzieś pojechać i coś zobaczyć. Czasem totalnie bezmyślnie, czasem ,bo tego akurat potrzebujemy. Ot tak pobyć w ciszy z dala od miastowych problemów, rachunków do zapłacenia i rozwrzeszczonych sąsiadów co demolują mieszkanie, bo maja nie po kolei w głowie. Tak po prostu wsiąść w samochód i z rozłożona mapą na kolanach jechać przed siebie. Czasem miejsce jest już wybrane, czasem na szybkiego coś wyczytane z mapy przykuło moja uwagę i tam się kierujemy. Dużo jest takich pięknych miejsc tutaj, blisko nas, całkiem na wyciągnięcie ręki, wystarczy tylko otworzyć oczy, a nawet zwykła wyprawa do pracy może stać się czymś w rodzaju ekspedycji.

13287995_10205444379463712_80691534_o

IMG_20160624_123612

13321147_10205444350502988_1044278779_o

13214786_10205345645435423_699955059_o

13214700_10205444379623716_2035896561_o

13313554_10205444348182930_1487604308_o

13313621_10205444379143704_158292564_o

13288361_10205444372143529_1980907899_o

Stwierdziłam ostatnio, że nie jestem totalnie kompatybilna do życia w mieście, a nawet w pseudo mieście, w ogóle gdzie ludzi jest więcej niż drzew. No i w sumie tych prawdziwych lasów tu w okolicy mi okropnie brakuje. Takich gęstych, mieszanych, z krzaczorami tak gęstymi, że nie widać nic przed sobą oprócz miliona liści i gałęzi. A jak mi się uda już cos takiego odnaleźć, takie miejsce z drzewami, czyli las to gęba mi się uśmiecha. W ogóle powinnam zaszyć się w jakiejś dzikiej puszczy, postawić tam domek z drewna, krzaków i liści , wokół zrobić ogródek na warzywa i owoce i sobie tak żyć, tak byłoby najidealniej. Mawiają ponoć, że tak się nie da, że to nierealne, że to nudne, bezsensowne i w ogóle uciekanie przed życiem, bla bla bla. A ja wiem, że w końcu kiedyś tak właśnie będę sobie mieszkać, ot takie tam sobie marzenie do spełnienia 😀 Słyszałam, że gdzieś tam daleko w górach w Andaluzji, mieszka  sobie sobie pewna grupka ludzi żyjąca właśnie tak jak opisałam powyżej. A o nich można sobie poczytać tutaj http://www.timteller.pl/beneficio-zycie-wsrod-hipisow/ .  Nie mówię od razu że chciałabym do niej dołączyć, ale chyba takie wolne życie by mnie najbardziej interesowało, nie wiem czy na zawsze czy na jakiś czas, po prostu mogę mieć takie marzenia, a marzenia podobno się spełniają, co nie ? J

Ale jak na razie żyję sobie w Anglii nad Morzem Północnym, z milionem klifów i miejsc do zobaczenia i tez jest dobrze. Mimo, że nie nadaje się do życia w mieście, nawet najmniejszym to właśnie takie małe podróże wprawiają mnie w radość i zachwyt nad otaczającym mnie światem.

Często wpadamy do Bempton, czyli dość rozsławionego miejsca na wschodnim wybrzeżu, a to za sprawa ptactwa które tam sobie mieszka. W tym roku jeszcze nie wiedziałam, ale mam nadzieję że upatrzę moje ukochane maskonurki siedzące na klifach, takie wesołe mordki, najpiękniejsze i „najmojsze” 😀

 

13334436_10205444344742844_1906386327_o

MINOLTA DIGITAL CAMERA

MINOLTA DIGITAL CAMERA

MINOLTA DIGITAL CAMERA

 

 

Tutaj więc dodam zdjęcie sprzed dwóch lat, kiedy to miałam jeszcze aparat i srogi obiektyw do podglądania ich z daleka.

maskonur

13282553_10205444334622591_961427767_o

Po za Maskonurami są jeszcze Głuptaki, Alki, Nurzyki i różnego rodzaju mewy których nie potrafię rozróżnić, ale znalazło by się z kilka gatunków.

MINOLTA DIGITAL CAMERA

Bijące się na środkowym planie Alki

MINOLTA DIGITAL CAMERA

Głuptaki

MINOLTA DIGITAL CAMERA

Mewy i Nurzyki

Blisko nas znajduje się również Falamborough z niższymi klifami, że tak już na legalu można walnąć się na kocu, posiedzieć, poleżeć, zamknąć się w sobie i patrzeć i się uśmiechać 🙂

13184563_10205345644475399_850349875_o

20160313_160050

DSC_0103

13169933_10205345636515200_2142848594_o

MINOLTA DIGITAL CAMERA

Można tez niedaleko ,czy to do Mappeleton czy Cayton Bay ,wybrać się na śniadanie, przycupnąć na kamieniu lub też ławce, rozłożyć wałówkę i wpierdzielać z rozkoszą 😉

MINOLTA DIGITAL CAMERA

Mappeleton

MINOLTA DIGITAL CAMERA

MINOLTA DIGITAL CAMERA

MINOLTA DIGITAL CAMERA

MINOLTA DIGITAL CAMERA

MINOLTA DIGITAL CAMERA

MINOLTA DIGITAL CAMERA

MINOLTA DIGITAL CAMERA

Cayton Bay

MINOLTA DIGITAL CAMERA

13397066_10205509510091937_1762761954_o

 

Trochę dalej w innym hrabstwie, mianowicie w Lincolnshire odnalazłam las, taki gęsty i piękny. A w tym lesie staw i wiele ciekawej roślinności.

MINOLTA DIGITAL CAMERA

MINOLTA DIGITAL CAMERA

MINOLTA DIGITAL CAMERA

13388922_10205509514612050_1609124972_o

13405164_10205509514492047_494150382_o

MINOLTA DIGITAL CAMERA

Jeżeli ktoś czytał „Księżycową Dolinę” Jacka Londona to może sobie wyobrazić właśnie takie miejsce które główni bohaterowie odnaleźli podczas swojej wędrówki. Ja odkąd ją przeczytałam, własnie tak wyobrażam sobie szukaną przez nich Ksieżycową Dolinę.

Dobrze jest obudzić się w takim miejscu 🙂

MINOLTA DIGITAL CAMERA

IMG_20160619_153213_851

MINOLTA DIGITAL CAMERA

erwr

W każdej podróży dzielnie towarzyszy nam maskonur Gilbert. Siedzi sobie na kokpicie w samochodzie, szamie rybki i obserwuje razem z nami zmieniające się krajobrazy. Gilbert jest ze mną od dwóch lat, i tez przemierzył ze mną od tamtego czasu sporą ilość miejsc 😉

IMG_20160623_165521

MINOLTA DIGITAL CAMERA

 

 

Categories: Wielka Brytania | Dodaj komentarz

Mam tę moc

Niby wróciłam tu powtórnie do tego samego miejsca co 2 lata temu, ale wszystko smakuje teraz inaczej i wygląda inaczej. Choć nic się nie zmieniło we mnie, to czuję, że zmiany dopiero nadejdą. Ale czy te zmiany spowodują, że to jaka jestem teraz, ulegnie przeistoczeniu? Czy wejdę w jakiś inny wymiar mojej osobowości ? Tego nie wiem, ale z chęcią się dowiem, już niedługo.

Jak na razie wszystko pokolorowane jest innymi odcieniami, patrze tymi samymi oczami ale to nie to samo co kiedyś. Ale czy warto patrzeć wstecz kiedy teraźniejszość i  przyszłość nakreślają się tak intensywnie?

Jestem tu dla niego a on jest tu dla mnie a już niedługo dla kogoś jeszcze. Wszyscy mamy jakiś cel. Nie ważne jaki, ważne jak intensywnie pracujemy nad jego osiągnięciem. A ja od trzech lat aktywnie realizuję się w swoim życiu, zatrzasnęłam za sobą to co mnie zgniatało, moją osobowość, moje pragnienia.

Ja jestem utopiona w marzeniach i zawzięcie dążę do ich realizacji, choćby były najmniejsze to i tak dotrę do ich spełnienia, bo wierzę, że to we mnie tkwi moc. Moc której nie da się opisać słowami, bo jej nie widać tylko czuć jak emanuje z ciała. Moc taka której nie ugnie ani siła nienawiści, ani siła rozpaczy, ani siła smutku. Już nie zrobię kroku w tył, i nie spojrzę nigdy wstecz, bo to co na prawdę istnieje jest tylko przede mną.

13405718_10205489865360831_1796171268_o

Categories: Myśli | Dodaj komentarz

Zaczynamy od zera, nie mając nic do stracenia

Zwariowane to moje życie. Podróż która teraz odbywam jest bardziej niż w głąb samej siebie. Zrozumiałam kilka ważnych dla mnie spraw, uświadomiłam sobie kilka bardzo istotnych rzeczy. Opuszczając Bieszczady nie wiedziałam jeszcze co mnie czeka za niecały rok.  Duże zmiany, przede wszystkim we mnie. Trochę dojrzałości ale dalej oczami szczęśliwego dziecka w różowych okularach.  A teraz mam znowu przed sobą ciekawe życie, nowe doświadczenie.  Do przodu ,nie oglądając się w tył.

Wszystko znowu miało swój początek w Bieszczadach kiedy to pewnego dnia na mej drodze stanął Dawid. Od tamtej pory już nie ma tylko mnie, jesteśmy my 😀 W Bieszczadach było wesoło, ale w końcu trzeba było się gdzieś ruszyć. Kupiliśmy więc samochód, tani złom który okazał się na prawdę złomem, bo po jednym przejechaniu dłuższej trasy po prostu odmówił posłuszeństwa. Z drugim było już lepiej, i to własnie nim pokonywaliśmy odległości.

Znaleźliśmy sobie miejsce w Schronisku na Starych Wierchach w Gorcach. Potrzebowali tam akurat wolontariuszy do pracy wiec nie zastanawiając się po prostu tam pojechaliśmy. Tam spędziliśmy miesiąc pracując jako wolontariusze. Znowu góry, znowu natura na zmianę z pracą w schronisku. Ciągle jednak gdzieś nas do przodu wyrywało. Tak trafiliśmy na przedmieścia Wrocławia do hotelu- pensjonatu, już praca za pieniądze bo trzeba było trochę nadrobić braki, ale za bardzo mnie to nie pociągało, nie czułam ,że jestem tam gdzie bym chciała. W między czasie wpadliśmy na genialny pomysł aby wyjechać z Polski gdzieś w jakiekolwiek miejsce w Wielkiej Brytanii ( Szkocja , Anglia cokolwiek) i znaleźć tam pracę. Tak też zrobiliśmy. Zapakowaliśmy cały nasz  majątek życiowy do bagażnika naszej Hondy i pojechaliśmy. Ja za kierownicą do Holandii a z Holandii już promem do New Castle. 3 dni w drodze, spaliśmy w samochodzie na darmowych parkingach w temperaturach styczniowych, gorąco nie mięliśmy, jak w namiocie, czasem przesiąkaliśmy zimnem ;D Mogę rzec, że czuje się już jak prawdziwy kierowca a nie tylko sporadyczny, nawet nie uszkodziłam samochodu 😀

20151019_110248

20151021_120700

Krowy , bo Gorce

DSC_0027

Dawid- anomalia w górach

20151117_203220_HDR

Odwiedziny bieszczadzkiej rodzinki w Gorcach

20151126_141822_Burst15

20151208_142536_HDR

hotelo- pensjonat we Wrocławiu

20151211_074403_HDR

20151205_160025_HDR

 

Tak dotarliśmy do Anglii. Do końca nie wiedzieliśmy jeszcze gdzie uderzyć, czy Szkocja czy może Bridlington gdzie już 2 lata temu byłam i pracowałam. Postanowiłam odezwać się do Lesley, która kiedyś wzięła mnie na stopa, i u niej zanocować i pomyśleć co dalej. Ugościła nas z przyjemnością, nakarmiła i wyszykowała miejsce do spania. Już kiedyś mówiłam, że to cudowna kobieta 🙂

Zdecydowaliśmy się na Bridlington, z dwóch względów, wiedziałam, że coś na pewno tam znajdziemy do pracy ,a po drugie to urocze miejsce z masą miłych wspomnień sprzed dwóch lat. Deszczowa styczniowa aura towarzyszyła nam bez końca. My totalnie spłukani nie mając ani grosza przy duszy musieliśmy na początku trochę się wyprzedać z drogocennych rzeczy, m.in. mojego aparatu z obiektywami, trochę łezka się zakręciła w oku ale to w miarę pozwoliło nam przetrwać biedę. Nasze początkowe losy w Bridlington, w trakcie poszukiwania pracy, były iście imigranckie.Byliśmy jak prawdziwi bezdomni, ale z samochodem. Naszym domem przez tydzień była Honda postawiona na parkingu pod Tesco. Ogólnie nie można było tam stać aż tak długo, ale się nam upiekło i nikt nie zapukał nam do okienka z zażaleniami 😉 Uruchomiłam stare kontakty z ludźmi z którymi pracowałam 2 lata temu, z Hanią i Andym którzy nam pomogli tez trochę przetrwać bezrobocie chwilowe, za co jesteśmy niezmiernie wdzięczni 🙂 Po tym ubogim tygodniu w końcu zostaliśmy zatrudnieni i a nasze losy trochę się zmieniły, wynajęliśmy pokój z możliwością późniejszej zapłaty, bo tutaj wypłaty po dwóch przepracowanych tygodniach się dostaje. Bardzo nam się wtedy poszczęściło.

IMG_20160106_160018

Prom z Amsterdamu do New Castle

IMG_20160108_135325

Deszczowe Bridlington

13313513_10205445011759519_654178568_o

Obiadek 😀

IMG_20160109_151833

Image7

 

Wyjechaliśmy totalnie w ciemno nie widząc gdzie ,mając tak na prawdę zerowy budżet, ale to wcale nie spowodowało, że się poddaliśmy. Tym bardziej byliśmy zmotywowani i pozytywnie nastawieni , że wszystko i tak dobrze się skończy 🙂

Categories: Wielka Brytania | Dodaj komentarz

Jak żyć…?

„Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu, pamiętaj jaki spokój może być w ciszy.

Tak dalece jak to możliwe, nie wyrzekając się siebie, bądź w dobrych stosunkach z innymi ludźmi.

Prawdę swą głoś spokojnie i jasno, słuchając też tego, co mówią inni: nawet głupcy i ignoranci, oni też mają swą opowieść.

Jeżeli porównujesz się z innymi możesz stać się próżny lub zgorzkniały, albowiem zawsze będą lepsi i gorsi od ciebie.

Ciesz się zarówno swymi osiągnięciami jak i planami. Wykonuj z sercem swą pracę, jakkolwiek by była skromna. Jest ona trwałą wartością w zmiennych kolejach losu.

Zachowaj ostrożność w swych przedsięwzięciach – świat bowiem pełen jest oszustwa. Lecz niech ci to nie przesłania prawdziwej cnoty; wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie jest pełne heroizmu.

Bądź sobą, a zwłaszcza nie zwalczaj uczuć; nie bądź cyniczny wobec miłości, albowiem w obliczu wszelkiej oschłości i rozczarowań jest ona wieczna jak trawa.

Przyjmuj pogodnie to, co lata niosą, bez goryczy wyrzekając się przymiotów młodości. Rozwijaj siłę ducha, by w nagłym nieszczęściu mogła być tarczą dla ciebie. Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności.

Obok zdrowej dyscypliny bądź łagodny dla siebie. Jesteś dzieckiem wszechświata: nie mniej niż gwiazdy i drzewa masz prawo być tutaj i czy to jest dla ciebie jasne czy nie, nie wątp, że wszechświat jest taki jaki być powinien.

Tak więc bądź w pokoju z Bogiem, cokolwiek myślisz o Jego istnieniu i czymkolwiek się zajmujesz i jakiekolwiek są twe pragnienia; w zgiełku ulicznym, zamęcie życia, zachowaj pokój ze swą duszą.

Z całym swym zakłamaniem, znojem i rozwianymi marzeniami ciągle jeszcze ten świat jest piękny…

Bądź uważny, staraj się być szczęśliwy.”

Max Ehrmann 1927

Categories: Myśli | 2 komentarze

Nieopowiedziana historia z Rumunii

Wszystko zaczęło się od tego, że zamieszkałam w Bieszczadach. To przyczyniło się do nieodwracalnych skutków, za równo dobrych jak i tych złych. Jako, że o złych się szybko zapomina, bo to dobro zawsze zwycięża, postanowiłam opowiedzieć trochę o tych dobrych rzeczach. To, że poznałam tam niesamowite osoby to nic nowego. W końcu nie byłabym tam tak długo gdyby nie one. Ale najgłębiej w moim sercu zakorzeniły się Dorota i Pyza(Karolina). To z nimi śmiałam się do łez, wydurniałam jak nastolatka i przeżywałam złe i dobre chwile w tamtym okresie. To nic dziwnego, że tak dobrze się dogadujemy, w końcu wszystkie porzuciłyśmy  „normalne” życie na rzecz życia w dziczy. Lecz nie tylko to nas zjednoczyło. To pasja podróżowania. Wszystkie gdzieś tam kiedyś zanim trafiłyśmy w Bieszczady, czy to w grupach czy w pojedynkę przemierzałyśmy zakątki Europy.  Wszystkie takie dorosłe, jednak w głębi serca marzycielki i smarkule. W końcu razem udało nam się wyrwać z natłoku pracy przed sezonowej w schronisku i udać się do malowniczej, wymarzonej przez nas Rumunii. Bez planu, byle tam dotrzeć i być.

Wyruszyłyśmy z Kalnicy a dokładnie ze Schroniska Jaworzec. Na stopa najdłużej jechałyśmy rzadko uczęszczanymi bieszczadzkimi i beskidzkimi  drogami do granicy ze Słowacją, może dlatego, że we trzy… Do Rumuni dotarłyśmy na drugi dzień z rana. Na Granicy musiałyśmy się rozdzielić i wszystkie jechać oddzielnie w ciężarówkach które jechały prawie bezpośrednio do Rumunii. Ja z Dorotą wysiadłyśmy kilkadziesiąt km od Karoliny. Szybko znalazłyśmy kolejny transport do miejsca w którym Karolina czekała na nas. Samochód z naczepą do przewozu maszyn rolniczych  przeszedł nasze oczekiwania, pomieścił nas trzy plus dwóch kierowców i nasze bagaże. Chłopaki byli bardzo pomocni, zawieźli nas w przepiękne miejsce, mówiąc dokładnie gdzie jechać, jak jechać itd.  Tak oto wylądowałyśmy w istnym raju. Za wielkim miastem, jakieś 10 km od centrum Baia Mare ulokowane jest totalnie bezludne jezioro, tylko dla nas. Jezioro które przypominało Jezioro Solińskie, jednak bez zbędnych kurortów wczasowych, hoteli, restauracji i wszystkiego co psuje wspaniały klimat jezior. Jezioro Firiza ląduje na naszej liście miejsc które warto jeszcze raz odwiedzić. Spędziłyśmy tam 2 dni, siedząc na brzegu jeziora, grając na ukulele,pijąc rumuńskie piwo, śpiewając, śmiejąc się i tańcząc, przy tym wszystkim słuchając Mumford and Sons i Eddie’go Wedder’a wyobrażając sobie, że jest się na ich prywatnym koncercie. W nocy tak mocno było widać gwiazdy, że zapragnęłyśmy zobaczyć je z wody pływając. Bezruch wody w jeziorze oraz ryby które pływały na brzegu wśród kamieni uświadomiły mi że są jeszcze takie miejsca które nie zdążyły liznąć rozwoju turystycznego, w których czas się zatrzymał. Warto szukać takie miejsca, żeby samemu móc się zatrzymać w tej całej gonitwie po pieniądze i sławę, i dotrzeć do sensu istnienia.

20150520_141356

20150521_130446

DSC_0507

DSC_0532

DSC_0596

DSC_0614

DSC_0775

DSC_0636

DSC_0575

DSC_0851

DSC_0824

DSC_0618

DSC_0861

Jedną osobą którą spotkałyśmy nad jeziorem był pan który spędził cały dzień, siedząc na krzesełku z wędką. Wtedy chciało by się go zapytać  ” KUM PISZTA ?” czyli „Jak rybki?”, ale wtedy jeszcze nie wiedziałam jak o to zapytać. Teraz już wiem 😀

DSC_0739

To co nas najbardziej zszokowało i spowodowało, że zakochałyśmy się w Rumunii, to byli ludzie. Nie wyobrażam sobie, żeby np w Polsce spotkała mnie choćby podobna miła sytuacja. Jakiś Pan zobaczył, że nic nie rozumiemy co jest napisane  na rozkładzie, coś tam do nas po Rumuńsku powiedział i wskazał na autobus, podszedł do kierowcy znowu coś powiedział wskazując na nas.My nie wiedząc co począć po prostu usiadłyśmy i czekałyśmy na rozwój wydarzeń. Na kolejnym przystanku wsiedli kanarzy, to Ci heca. Pan znowu z nimi porozmawiał wskazując na nas, porozumiewawczo pokazał nam 7 palców, a my przekazałyśmy pieniądze kanarowi. Kolejny przystanek, kanar wysiada kupuje 3 bilety, wchodzi do autobusu kasuje bilety i przekazuje każdej z osobna oddając również resztę. To było tak zaskakująco miłe, że aż niewiarygodne. Można być miłym?? Można! Można być pomocnym?? Można! Ot cała filozofia. Tego samego dnia zostałyśmy obdarowane w pobliskiej knajpie hektolitrami piwa, też nie wiadomo dlaczego, ale było śmiesznie. Ludzie są fajni 😀

Kolejne dni to ciągłe zmierzanie gdzieś tam, bez planu. Noce spędzone w pięknych miejscach, nocne ( niechciane ale konieczne) przechadzki po rumuńskich slumsach, złe skręty, spełnione marzenie o piciu piwa w rumuńskiej wiosce razem z rumunami pod sklepem, No i te niezawodne szybkie zawroty zdarzeń. Na samym końcu świata, gdzie częstotliwość samochodów w jakąkolwiek stronę wynosi 1/30min, spotkać polskie blachy które jeszcze się zatrzymują i Cię zabierają, to trzeba mieć szczęście. Pan francuz, który od 20 lat mieszka w Polsce, przyjechał do Rumunii pojeździć na Quadach razem z kolegami z Francji.Organizuje on właśnie takie atrakcje nie tylko w Rumunii ale i w Polsce. Zabrał nas do małej wioski w której spotka się ze znajomymi w jednym z pensjonatów i tam spędzą noc. Pozwolono nam rozbić się namiotem na jego terenie, ale również zostałyśmy zaproszone na wspólny obiad razem z quadowcami.  Po podwórku czasem chodziła sobie taka przemiła rumuńska babuszka która najwidoczniej bardzo się o nas martwiła, bo co chwilę pytała czy nam nie za zimno, przyniosła nam grzanki zrobione na piecu, a potem rozpaliła w piecu na podwórku pod dachem żeby się rozgrzać. Cudowna babuszka.

DSC_0944

DSC_0941

DSC_0936ss

DSC_0959

DSC_0048

DSC_1037

DSC_0063

DSC_0980

DSC_0964

 

DSC_0084

DSC_0089

DSC_0149

DSC_0116

DSC_0998

DSC_0227

 

Miałyśmy też czas pozwiedzać okolicę w czasie kiedy oni jeździli Quadami w ciągu dnia. Suma sumarum mogłyśmy razem z nimi wrócić do Polski bo oni wracali tego dnia kiedy i my miałyśmy, więc się idelnie wszystko dobrało. Ostatniego dnia pojechałyśmy do Kluż Napoka na „baring” wypić piwo rumuńskie i w jednym z barów przy wychodzeniu , na pożegnanie zatrzymała nas dziewczyna, wskazała nam drogę powrotną na dworzec, i jednocześnie zapraszała nas na jej wystawę z darmowymi wejściówkami od niej. No cudowni ludzie tam żyją. My niestety na drugi dzień musiałyśmy już wracać. Bieszczady wzywały.

DSC_0230

DSC_0266

DSC_0246

Także ze szczerego serca mogę polecić Rumunię, na najbardziej Jezioro Firiza, co by się naładować pozytywnie i nacieszyć duszę i ciało.

 

 

Categories: Myśli | Dodaj komentarz

Gorce

Wchodzę na Blog a tu życzenia urodzinowe. Urodziny mam dopiero za kilka dni – myślę. Okazuje się, że to Blog kończy dziś 2 lata. A to Ci dopiero… od założenia tyle się wydarzyło. Naszły mnie różne wspomnienia i to tylko te dobre, bo złe, nawet jak były, wypaczyłam z głowy. Nie będę nikogo nękać moimi wspomnieniami, tylko może opowiem krotko co się u mnie działo.

Jeśli kiedyś ktokolwiek będzie wybierał się w rejony Tatr, po drodze  może wstąpić na pasmo górskie Gorce, a dokładnie do jednego ze schronisk o nazwie Stare Wierchy. Pracowałam tam na wolontariacie równy miesiąc. Praca niczym się nie różniła od tego co robiłam w Bieszczadach, klimat podobny, choć może nie powinnam porównywać Bieszczad do niczego, bo ich niepowtarzalnego klimatu nic nie przebije, aczkolwiek urokliwe miejsce z tych Gorców.

DSC_0934

DSC_0938

DSC_0948

Miesiąc to krótko żeby się w ogóle zadomowić, ale w miarę się udało. Nie miałam za dużo czasu, żeby chodzić po tamtejszych górach, bo praca w schronisku wymaga ciągłej uwagi .Ciągle coś jest do zrobienia, do ugotowania do posprzątania. Co zrobić…taka praca 😀 Raz się udało wyrwać z natłoku pracy, wyjść w góry, albo w ogóle zrobić coś innego niż gotowanie dla turystów.  Cudowna panorama tatr i nie tylko… Rozpływałam się.

DSC_0118

DSC_0097

DSC_0073

DSC_0060

A oto Dżej Dżej w trawie piszczy. Pies podróżnik 😀

DSC_0103

Przez jakiś czas będę miała przestój w podróżach, dalszych. Prowadzę nudne życie na przedmieściach Wrocławia, ale to wszystko dla przyszłych szczytnych celów mam nadzieję.

 

 

Categories: Polska | 2 komentarze

Trzy miesiące w pigułce – ciąg dalszy Bieszczad

Nie byłam tu od 3 w porywach do 4 miesięcy. Nie było weŁny, choć powodów do jej posiadania było milion. Do tego nie mam internetu bo mieszkam w Bieszczadach i na odwrót, z reszta kto by chciał żyć światem stron internetowych kiedy dzieje się tak wiele w świecie realnym 😀 no przecież ! Tak sobie wymyśliłam, że chociaż dodam zdjęcia żeby jakaś namiastka tego co się działo, żeby potem pamiętać co to było w czasie dziury weŁnowej:)

Różne oblicza miejsca w którym mieszkam o różnych porach. Widok mógłby się znudzić, jednak pogoda robi swoje, za każdym razem jest inaczej.

Bacówka w Jaworcu w której tez sporą część czasu spędziłam, ponieważ należy do tego samego dzierżawcy co Hon. Cudowne miejsce w totalnej dziczy. Tylko las, zwierzęta i szum rzeki Wetlinki. Można się wychillować i porobić rzeczy o których nawet się nie wyobrażało. Tam nigdy nie jest nudno i nie będzie.

Zawody w wożeniu na taczce wokół bacówki

Kulinarne szaleństwo – placki z pokrzyw które pierwszy raz zrobiłam razem z Karoliną na Jaworcu. Przesmaczne !

Strzelamy do kapsla z odległości ok 10 m. Zostałam mistrzem strzelania po ciemku. Przejęłam nocną wartę ochrony schroniska:)

W deszczowe, bezludne dni spędzamy grając Carcassone, karty lub szachy.

Majówkę spędziłam przy zespole folkowym Jar który odwiedził wtedy bacówkę i oglądałam jak w tym czasie grupa z łodzi tańczy z ogniem ;)Dzięki Pawłowi z Gwiezdnych Bieszczad mogłam zagłębić się w wiedzy o kosmosie, oraz podreptać po powierzchni ksieżyca 🙂

Czasem wędrowałam sobie w góry.

Zażywamy różnych sportów, w tym przypadku ćwiczymy przed występem grupy cyrkowej „Trisomia 21” w składzie z Dorotą i Michałem 😀

Zdarzało się że śpiewaliśmy piosenki Disney’a przy akompaniamencie ukulele.

Wspinamy się na drzewa aby dostrzec z góry to co na ziemi niedostrzegalne

Odnajdujemy schowane w gęstwinie lasu domki na drzewie

I wreszcie wyruszamy w podróż do Rumunii. Gdzie spędzamy cudowny tydzień.

Co tu dużo mówić : jestem szczęściarą że poznałam tak zacnych ludzi i mogę z nimi kreatywnie spędzać czas:) Uwielbiam ich !

Categories: Polska | 2 komentarze

Islandia : wodospad Seljalandsfoss i basen Seljavallalaud

” Zatrzymaj się czasem. Zatrzymaj się i pozwól, żeby ogarnęło Cię uczucie cudowności. To właśnie chcę Ci powiedzieć o spokoju. Czujesz spokój wobec tych gór. Posłuchaj przez kwadrans ciszy, usłysz ją. Posłuchaj ciszy! „

Nie wiem czemu, bardzo ciężko opisuje mi się pobyt na Islandii. Zazwyczaj nie odwlekam tego w innych sytuacjach, a tutaj mam nie lada problem. Nie wiem z czego to wynika. Ale domyślam się, że po prostu boję się, że zaburzy to moją czasoprzestrzeń i że znowu zatęsknię a nawet pomyślę że tu gdzie jestem wcale nie jest tak fajnie jak by mi się wydawało, bo tam na Islandii było lepiej. Nie wiem, zaryzykuję.

Zaraz po tym jak złapałyśmy stopa z przemiłym panem do Reykiavika, nawiedziłyśmy informację turystyczną i nafaszerowałyśmy się darmowymi mapami, co by nie zginąć. Potem drobne zakupy w Bonusie, gdzie już na wejściu czekała „dla nas” kawa do degustacji, tak więc obkupione w najtańsze  jedzenie na najbliższy tydzień, z radością zaczęłyśmy naszą wędrówkę. Okazało się ,że wydostanie z centrum Reykiavika do łatwych nie należy, 3 godziny szłyśmy wzdłuż drogi która miała nas zaprowadzić na główną drogę nr 1 w kierunku wschodnim. Dobry spacer, świetna rozgrzewka. Stopa złapałyśmy bez problemu, a ludzie którzy nas wieźli zapytani przez nas  mówili nieco co można odwiedzić, gdzie co jest i jak tam trafić.

Nasz pierwszy nocleg odbył się pomiędzy krzakami i pagórkami, ukryte przed dującym wiatrem. Nic i tak nie było mi w stanie popsuć humoru bo byłam i jestem totalnie zauroczona tym wszystkim co zdążyłam zobaczyć przez te pierwsze parę godzin.  Następnego dnia piękny, cudowny siąpiący jak ksiądz kropidłem deszcz moczył nam głowy i nie tylko. W tamtej chwili mogłam sobie tylko mruczeć pod nosem „ Lubię deszcz – w deszczu nie widać moich łez” oczywiście szczęścia 🙂

Pierwszym naszym obiektem stał się Wodospad Seljalandsfoss. Można było sobie pod nim przejść i popatrzeć jak woda leci od drugiej strony, przy okazji wiatru i unoszącej się mokrej bryzy zamoknąć do suchej nitki, ale być szczęśliwym. Niestety pogoda nam w ogóle nie dopisywała, ale posłuchałyśmy się rady innych ludzi i przestałyśmy się tym przejmować, bo tutaj pogoda zmienia się co pół godziny ( jak się ma szczęście).

Tego dnia uzyskałyśmy współrzędne na basen ulokowany pomiędzy górami więc tam postanowiłyśmy spędzić resztę dnia aż do dnia następnego, wygrzewając się w basenie z gorącą wodą. Zanim dotarłyśmy na ten ekskluzywny basen, zdążyłyśmy się przekonać, że pogoda faktycznie lubi tutaj płatać figle. Choć dla nas na samą korzyść. Ok godziny zanim doszłyśmy na basen, chmury przysłaniały każdą z gór tak bardzo że nie było ich prawie widać. Chmury aż do samej ziemi. Pomiędzy czasie zaszłyśmy do jakiegoś domu, z zapytaniem o wrzątek do termosu. Tam spotkałyśmy Rosjanina? Ukraińca? W każdym bądź razie rozumiał po polsku dość, popukał się tylko w głowę gdzie my w taką pogodę, o tej porze roku na Islandię się wybieramy i że ta pogoda co jest za oknem szybko nie minie. Jakże cudowne informacje ! Wzięłyśmy wodę i poszłyśmy dalej. Nie minęło pół godziny a nad nami pojawiły się promienie słoneczne, najpierw nie śmiało zza puszystych chmur a zaraz na bezchmurnym niebie. No faktycznie – Pan miał rację, fatalna pogoda do końca dnia ! 😀 Dotarłyśmy na basen, długo nie myślałyśmy co dalej robić. Wskoczyłyśmy do wody i zalała na fala szczęścia. Siedziałyśmy w niej ok 4 h, nie chciało się z niej wychodzić. Po pierwsze bo na zewnątrz było 10 razy zimniej po drugie kto biednemu zabroni bogato żyć ?? 😀 Temu kto postawił ten basen należy się Pokojowa Nagroda Nobla.

Basen Seljavallalaud jest najstarszym basenem istniejącym na Islandii. Zbudowany został w 1923 roku. Basen osadzony jest na skale pod którą krąży woda naturalnie podgrzewana energią geotermalną, która wpływa bezpośrednio do basenu. Mimo, że leży 2 km od głównej drogi nr 1 , a w ciągu dnia w sezonie potrafi przejechać tysiące turystów, nie wielu wie o tym miejscu. Ale to tylko na lepsze dla basenu i dla nas tam przybywających „ odkrywców” 😀 Basen czyszczony jest raz do roku po lecie, przez lokalnych mieszkańców.

Kąpiel z takimi widokami, z ciepłą wodą było zwieńczeniem moich najskrytszych marzeń. A okolica basenu zapierała dech w piersiach. Zachód słońca, potoki które spływają ze szczytów, kolor okrywający góry i cała ta sceneria wprawiała mnie w zachwyt. Wtedy myślałam, że nic już piękniejszego nie mogę zobaczyć, ale kolejne dni uświadomiły mi, że Islandia jest tak różnorodna że zaskakuje za każdym zakrętem i za każdym zakrętem serce mi staje żeby za kolejnym znowu stanęło. Spałyśmy oczywiście tam pod namiotem. Ale żeby nie marznąć za bardzo obóz rozbiłyśmy sobie w środku przebieralni, odgarniając najpierw błoto i pozostałości po poprzednich ludziach. W nocy przynajmniej było ciepło.

Kolejnego dnia na śniadanie zupka chińska z wodą prosto z wnętrza ziemi. Chyba lepszego śniadania nigdy nie jadłam, choć tak na prawdę było ohydne bo woda nie była wrząca i w cale się zupka nie ugotowała, jednak okolica śniadania wpływała pozytywnie, więc w końcowym etapie byłam szczęśliwa i najedzona 🙂 A następnie z Iwonką ruszyłyśmy na dalsze podboje Islandii znowu nie wiedząc dokąd zmierzając, mając nadzieję że ktoś coś gdzieś nas zawiezie 🙂 stałyśmy na drodze dobre 50 minut, gdzie na Islandii to już przeginka czasowa. Nie wiedziałyśmy dlaczego żaden z kierowców nas mijający się nie zatrzymuje. W końcu nadjechał samochód, zatrzymał się. Uradowane biegniemy w jego stronę, zaczynamy rozmowę z kierowcą po angielsku „ Hello , where you going? Can we go with you?” ….reszta rozmowy…. Chłopak wysiada, żeby w bagażniku sobie ułożyć, ja z Iwoną coś tam po polsku do siebie mówimy, a w pewnym momencie słyszymy „ ooo cześć ..” ze strony chłopaka. No i od tej pory wszystko się zmieniło. Cała nasza wyprawa nabrała innego wymiaru. Otrzymałyśmy w prezencie pamiątkowym polaroida od Szymona i pognałyśmy z nim ku następnemu wodospadowi.

Categories: Islandia | Dodaj komentarz

Wybierz swą ścieżkę

Życie składa się z wyborów. Które podejmujesz albo nie zastanawiając się, albo od bardzo dawna to przemyślając. Jesteś egoistą który działa tylko dla dobra własnego siebie. Ale czy nie o to chodzi by być w życiu jak najbardziej szczęśliwym? Po drodze, zwaną życiem napotkasz wiele osób które mogą dostarczyć Ci tego szczęścia albo wyniszczyć Ciebie do cna możliwości. Możesz żyć w świadomości że nic więcej z życia możesz nie wykrzesać, że to co jest teraz jest tylko marną walką o przyszłość, która może nigdy nie nadejść. Jest takie powiedzenie „ Jeżeli nie podoba Ci się to gdzie się znajdujesz, zmień to – nie jesteś przecież drzewem”. Albo możesz wziąć los w swoje ręce i zadbać aby nie popaść w rozpacz za kilka lat, że nie zrobiło się czegoś czego bardzo się chciało, tylko dlatego bo czuło się bezpieczeństwo z drugiej strony. Wolę za to podjąć być może pochopną decyzję, niżeli siedzieć w miejscu i udawać że wszystko jest w porządku. Robię co chcę, starając się przy tym nikogo nie krzywdzić, przynajmniej nie robię tego z premedytacją. Wolałabym rozsiewać szczęście niż smutek i zwątpienie. Nie zawsze jednak to wychodzi.

Podjęłam nie pierwszą i nie ostatnią taką decyzję i myślę że nie zawaham się podjąć następnej podobnej jeżeli tylko będzie to krzyżowało moją wole. Życie to plątanina przez którą można przebrnąć, tylko wtedy gdy działa się według własnego planu. Ja wiem dokładnie czego chcę, i nikt mi niczego nie wmówi czego potrzebuję i co by było dla mnie lepsze skoro ja doskonale to wiem. Już dawno odnalazłam siebie i podążam teraz moją ścieżką która nie zawsze wszystkim się podoba, ale czy faktycznie wszyscy maja na mnie jakikolwiek wpływ?

Za 20 lat bardziej bym żałowała tego czego nie zrobiłam niż tego co zrobiłam. To zrobione zawsze można naprawić ale tego nie zrobionego już nigdy później mogę nie spotkać bo dzieje się tylko w tej jednej chwili a potem znika, znika możliwość, pragnienie oraz młodość. Chwytam życie garściami karmię się każdą chwilą, tą złą i tą dobrą. Wszystko mnie uczy życia. Być może popełniam błąd, ale nie dowiem się tego jak będę siedziała i patrzyła się na tą całą sytuację z założonymi rękoma, bo tak wygodniej.

Czego w życiu najbardziej pragnę? Właśnie nie przegapić żadnych z takich niepowtarzalnych i unikatowych momentów które pojawiają się i znikają. I zrobię wszystko aby osiągnąć całkowite szczęście. Pragnę przeżyć życie, prawdziwie je przeżyć, według własnej wizji a nie narzuconej.

Dlatego przepraszam jeżeli po drodze kogoś mogę niechcący skrzywdzić.

A teraz wstaje nowy dzień, z nowymi wyzwaniami.

Categories: Myśli | Dodaj komentarz

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.